20 marca w ciasnej, jak się okazało, sali Siemiatyckiego Ośrodka Kultury przy ul. Zaszkolnej, odbyło nadzwyczajne walne zebranie członków Spółdzielni Lokatorsko - Własnościowej w Siemiatyczach. Z około 2.500 członków przyszło zaledwie 182.
Zainteresowanie nikłe, a potem płacz, że czynsze wysokie, że droga woda, ogrzewanie, wina prezesa, wina burmistrza, wina administracji, Tuska i Kaczyńskiego. 182 osoby! Reszta oglądała seriale i reklamy w telewizji. Ich sprawa. Niech płacą, niech mieszkają jak chcą, byle nie na koszt niemieszkańców spółdzielni.
Na wniosek przewodniczącego rady nadzorczej, Adama Pytla, rozpoczęto głosowaniem, czy ekipa telewizyjna, która przyjechała z Białegostoku, może filmować. Większość była za. Telewizja została.
Z wielkim trudem powołano komisje statutową, uchwał i skrutacyjną. Komisja statutowa stwierdziła, że zebranie zwołano prawidłowo i ma ono zdolność podejmowania ważnych uchwał. Zgłoszono jednak wątpliwość, bo nie wszyscy członkowie rady nadzorczej otrzymali pisemne zawiadomienie o walnym, jak stanowi statut spółdzielni. Prawnik, zatrudniony przez zarząd, powiedział jednak, że walne jest ważnie zwołane i pełnomocne do podejmowania uchwał. Mimo oczywistej nieprawidłowości, nikt już tego nie kwestionował. Kolejnym błędem było to, że nie poddano głosowaniu porządku obrad.
Prezes Robert Tołwiński przeczytał projekt uchwały o zmianie statutu - z grubsza rzecz ujmując, rozszerzającą przedmiot działalności spółdzielni o wytwarzanie i sprzedaż energii - chodzi fotowoltaikę, pompy ciepła itp. Zmiana miała uporządkować i dostosowanie do stanu faktycznego.
Prezes zaprezentował projekt kolejnej uchwały, tj. o zmianie zasad zwoływania, pracy i podziału na mniejsze części, walnego zgromadzenia, żeby nie było wielkich zebrań - w przypadku SML-W w Siemiatyczach to teoretycznie nawet ponad 2.500 osób. Jak poinformował prezes, taką możliwość daje już obecnie ustawa, chodzi tylko o zapis w statucie.
Kolejna uchwała przedstawiona przez prezesa, chyba budząca największe emocje, była o zasadach wyboru członków rady nadzorczej i ich liczbie. Krótko mówiąc, na walnym nie zgłasza się kandydatów na członków rady nadzorczej, a zgłasza się wcześniej, popierając kandydatury co najmniej 10 podpisami. Przy wejściu na walne dostaje się mandat do głosowania i gotową już listę kandydatów.
Kolejną zmianą, zaproponowaną przez zarząd spółdzielni, miało być ograniczenie liczby członków rady nadzorczej z 9 - 11 do 3 - 5. Wg prezesa, ma to dać oszczędność 50.000 zł rocznie. Brzmi dobrze. Jednak, przy ok. 2.500 członków, to zaledwie 16,66 zł miesięcznie na mieszkanie, czyli 5 i pół grosza dziennie za możliwość większej, bo nawet 11-osobowej, kontroli poczynań zarządu. Z sali pytano, czy spółdzielnia nie może oszczędzać np. na nagrodach jubileuszowych pracowników?
Wśród członków spółdzielni obecny był burmistrz Piotr Siniakowicz. Miasto posiada bowiem, odziedziczone po kimś jedno mieszkanie w bloku. Wg burmistrza, sens proponowanych zmian jest taki, że spółdzielcy stracą wpływ na zarząd spółdzielni. Wg niego, 3-osobowa rada nadzorcza nie wystarczy do pracy 3 komisji i kontroli zarządu, a władza spółdzielni skupi się w rękach kilku osób.
Prezes Tołwiński zarzucił burmistrzowi brak wiedzy na temat spółdzielczości i dodał, że nie widzi w proponowanych zmianach w prawie działania na szkodę mieszkańców.
Dyskusja szybko odbiegła od tematu zebrania. Rafał Zaremba, polityczny adwersarz Siniakowicza i tata dziecka, którego nie przyjęto do szkoły, całkiem już odbiegł. Do tego przeraźliwe krzyki zza filarów i wulgaryzmy, nerwy, szum i wyładowywanie politycznych frustracji. Na tle tego wszystkiego dobrze wypadł Adam Pytel, prowadzący to spotkanie. Dosyć skutecznie kierował głosowaniami i żywą miejscami dyskusją.
Siniakowicz wniósł o przeprowadzenia głosowania tajnego, argumentując to obawą niektórych, między innymi pracowników spółdzielni, przed reakcją zarządu na ich ewentualnie odrębne zdanie. Głosowanie jest tajne na wniosek co najmniej 10 proc. uprawnionych i tak też się stało.
Zmiany w statucie muszą uzyskać 2/3 głosów.
Za aktualizacją statutu o te energie i OZE głosowało 119 osób na 146 głosujących. Uchwałę przyjęto.
Za podziałem jednego walnego na kilka głosowało 89 osób, przeciw było 55, na 144 głosujące. Uchwała nie uzyskała 2/3 głosów i nie przeszła.
Uchwałę o zmniejszeniu liczby członków rady nadzorczej, czyli organu kontrolnego, poparły 83 osoby. Przeciw było 60. 1 głos był nieważny. Też nie przeszła.
Miały być głosowane jeszcze 2 uchwały, m.in. o regulaminach obrad, ale wobec upadku 2 uchwał głosowanie nad nimi stało się bezprzedmiotowe.
Jak po liczbie głosujących widać, nie wszyscy dotrwali do głosowań. Potem też ludzie szybko się wykruszali, zwłaszcza, że wiele osób musiało siedzieć na betonowych schodach, albo stać kilka godzi.
Prócz dotkliwego braku miejsc, organizacja była niezła - przygotowana do pracy drukarka z komputerem (np. kart do głosowania), ewidencja wchodzących spółdzielców, herbata, woda, nagłośnienie.
Pyskówka na temat spraw spółdzielni i miasta trwała jeszcze długo.
jsw, fot. jsw
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze