Reklama

Trzy psy zamknięte w szopie, suka ze szczeniakami - w piwnicy

7 listopada towarzyszyliśmy inspektorom Podlaskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt, policjantom z Siemiatycz i Białegostoku, inspektorom Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Siemiatyczach, pracownikowi Urzędu Gminy Siemiatycze oraz lokalnym działaczom na rzecz zwierząt. Interweniowali na jednej z posesji w powiecie siemiatyckim, gdzie miało dochodzić do znęcania się nad zwierzętami. Jak się okazało - znajdowało się tam 9 psów. Zwykłych kundelków.

- Sąsiedzi tych państwa już w 2023 roku sygnalizowali nam, że coś złego się dzieje na tej posesji - mówi Grażyna Szczurowska z Siemiatycz, która od lat pomaga zwierzętom na Podlasiu. - Psy miały być cały czas trzymane w zamknięciu, w budynku gospodarczym. OK, zadaszonym, ale jedyny dostęp światła, świeżego powietrza, to dwa małe okienka. W ogóle nie były wypuszczane na podwórko. Szczekały, wyły. Jak podjeżdżał samochód obwoźnego sklepu, ujadały jeszcze bardziej - starsza pani kupowała stare bułki, którymi je karmiono. Psy, słysząc samochód, wiedziały, że przyjechało jedzenie... Kilka razy zgłaszałam temat do powiatowego lekarza weterynarii, siemiatyckich policjantów, że może tam dochodzić do znęcania się nad zwierzętami. Niestety, ani policjanci, ani inspektorzy weterynarii, nie zauważyli niczego niepokojącego. Według naszej wiedzy psy nie miały ani szczepień, ani nie podlegały żadnej opiece weterynaryjnej. Nie odpuszczaliśmy. Tu muszę podkreślić doskonałą współpracę z urzędnikiem z gminy Siemiatycze, panem Mirosławem Mańkowskim. Nawiązaliśmy kontakt z właścicielem. Kontakt to za dużo powiedziane... No, w każdym razie ustaliliśmy, że przynajmniej nieodpłatnie wysterylizujemy suki. Zapewnimy leczenie. Przyjedziemy zabierzemy, odwieziemy, damy leki po zabiegu. Właściciel nic nie musiał robić. Było wszystko ustalone, ale pan (właściciel - przyp. ak) się rozmyślił. Jak przyjechaliśmy, by je zabrać, to nawet do nas nie wyszedł. Z balkonu, wulgarnymi słowami, kazał nam się oddalić. Byliśmy tam co kilka dni, obserwowaliśmy, czy psy są wypuszczane z tej szopy. Niestety, nie były. Poprosiłam o interwencję policję. Naprawdę chcieliśmy pomóc. Pan powiedział, że żadnej pomocy nie potrzebuje, a psy mają się dobrze, są wypuszczane, dobrze jedzą, że absolutnie ich nie odda. Niestety, nie mamy prawa wejść na posesję, pan z urzędu gminy też nie. W ostatnim czasie sąsiedzi zwrócili uwagę, że na podwórku czasem pojawiała się ciężarna suka. Od dłuższego czasu jej nie widzieli, powiedzieli, że pewnie są szczeniaki. Udało nam się zainteresować sprawą policjantów z komendy wojewódzkiej, organizację prozwierzęcą. Mam nadzieję, że tym razem, kiedy zainteresowaliśmy kogoś wyżej, ktoś pochyli się nad losem tych zwierząt.

Pani Grażyna na interwencję przyjechała przygotowana - z klatkami, obrożami, smyczami i zapasem karmy. Z koleżanką, Beatą, wolontariuszką z Wajkowa, która na swojej posesji stworzyła dom tymczasowy dla wielu psów i kotów.

Reklama

7 listopada ok. godz. 10 do Klekotowa w gm. Siemiatycze podjechało kilka samochodów. Wolontariuszki, pan Przemek, który interweniował w głośnej sprawie psa z Platerowa, inspektor z urzędu gminy, policjant z komendy wojewódzkiej, siemiatyccy kryminalni, inspektorzy z Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Siemiatyczach, inspektorzy z Fundacji Podlaski Inspektorat Ochrony Zwierząt.

Na posesji biegał jeden pies, samiec. Łagodny. Nie wyglądający na zagłodzonego. W szopie ujadające psy.

Pierwsi na posesję weszli policjanci, zaraz za nimi inspektorzy weterynarii i PIOZ. Wolontariusze, pan Mirek i my - nie. Obserwowaliśmy sytuację zza ogrodzenia. Właściciel otworzył budynek. Baliśmy się, że psy nie dadzą rady wybiec, bo żaden nie opuścił szopy. Musieliśmy czekać na informacje od służb.

Reklama

Naszą wizytą zainteresowali się mieszkańcy. Nie mieli dobrego słowa. Czy to typowy sąsiedzki konflikt?

Za chwilę podszedł do nas policjant z KWP Białystok (nie podajemy danych, nie ujawniamy wizerunku, ze względu na specyfikę służby interweniujących policjantów):

- W szopie są trzy psy. Nie są zagłodzone - powiedział. - Inspektorzy weterynarii uważają, że są w ogólnie dobrym stanie. Ja ze swej strony też nie widzę powodów do interwencji policji, do odebrania psów, a proszę wierzyć - brałem udział w wielu, gdzie zwierzęta były zakołtunione, wychudzone, oblepione odchodami. Tu nie jest źle, naprawdę. Mają wyłożoną słomę, wodę. Właściciel twierdzi, że je wypuszcza. Nie zgadza się też na ich dobrowolne oddanie. Zobaczymy jeszcze, co stwierdzą inspektorzy weterynarii. Sprawdzają, czy psy mają obowiązkowe szczepienia. Niestety, ja jestem policjantem, wykonuję swoją pracę, sprawdzam, czy coś jest zgodne z prawem, czy nie. Lekarze weterynarii są od tego, by ocenić stan zdrowia tych psów.

Reklama

Pan Przemek skomentował, że pewnie podstawa prawna by była, gdyby w szopie leżały szkielety: - Takie właśnie mamy prawo - skomentował. A propos prawa - zwrócił uwagę na nową ustawę, która zakazuje trzymania psów na uwięzi, a kojec też musi spełniać określone warunki, mieć odpowiednie wymiary.

- Niestety, ustawa jeszcze nie weszła w życie. Obowiązuje mnie obecny stan prawny - odpowiedział policjant z KWP.

Podszedł do nas inspektor ds. ochrony zwierząt, Mateusz Wójcik z PIOZ:

- W naszej ocenie psy te nie mają zapewnionych odpowiednich i godnych warunków przetrzymywania - mówił. - Są bez szczepień i wymaganej profilaktyki (wg naszych informacji właściciel "nie mógł tak szybko znaleźć" dowodów potwierdzających szczepienie - ak). Nie były żywione prawidłowo. Ale, zdaniem właściciela, były wypuszczane przynajmniej raz dziennie.

Reklama

Pani Grażyna zapytała o szczeniaki. Pan Mateusz i jego koleżanka z PIOZ, zdziwieni, zaprzeczyli. Właściciel nie wspomniał o szczeniakach, czy w ogóle innych jeszcze psach. Inspektorzy PIOZ wrócili do domu. W piwnicy domu znaleźli sukę z czwórką szczeniaków.

Właściciel, zapytany dlaczego te są zamknięte w piwnicy, odpowiedział, że "dopiero co się urodziły i zaczęły chodzić". Kiedy uwolnione maluchy wybiegły na podwórko, zobaczyliśmy, że całkiem sprawnie biegają, mogą mieć około 8-9 tygodni. Fakt, były mniejsze od kur.

Reklama

- Nie istnieje zagrożenie zdrowia lub życia tych zwierząt, niestety, nie mamy podstaw do odebrania, ale mam dobrą wiadomość - negocjujemy z właścicielem, by zrzekł się przynajmniej szczeniaków - powiedział pan Mateusz i zabrał dokumenty zrzeczenia się, które właściciel psów zgodził się podpisać.

Kiedy wolontariuszki oraz panowie Przemek i Mirek, przygotowywali transportery dla szczeniaków oraz wyładowali z auta karmę dla psów, które miały zostać, po kilkunastu minutach wrócił inspektor PIOZ:

- W porozumieniu z właścicielami, biorąc pod uwagę ich trudną sytuację życiową i finansową, podpisaliśmy z nimi zrzeczenie wszystkich zwierząt na rzecz naszej fundacji. Na posesji zostanie tylko pies. Tego psa właściciel powiedział, że nie odda.

Reklama

Czy właścicielowi można odmówić troski o zwierzęta? Kiedy przynosił starsze suki do transporterów - uspokajał je, zwracał do nich po imieniu. Jak twierdził - karmił, wypuszczał. Pytanie tylko, czy tak wygląda właściwa troska? Czy suche bułki, nawet z mlekiem, to odpowiednia karma? Czy ciemna szopa, czy piwnica to miejsca do przechowywania psów?

Szczeniaki z matką i trzy starsze suki z szopy, w wieku ok. 8 lat, trafiły pod opieką wolontariuszek z Podlasia. Te nie kryją radości. Jeszcze tego samego dnia nakarmiły zwierzęta wartościową. Można byłoby zadać pytanie, z czego się cieszą? Mają dodatkową robotę, problem ze znalezieniem domów dla 8 psów. No i w sumie służby, na chwilę obecną, nie potwierdziły zgłoszenia o znęcaniu się nad zwierzętami.

Reklama

Uratowały zwierzęta, po prostu.

- Zwierzęta trafiły pod opiekę lokalnych działaczy na tymczasową opiekę, gdzie wspólnymi siłami zaopiekujemy się nimi. Zwierzęta są bezpieczne. Zapewnimy im opiekę weterynaryjną, bezpieczne i ciepłe schronienie, oraz pracę nad ich behawiorem. Na przestrzeni czasu będziemy szukać im nowych domów, aby w spokoju mogły się już cieszyć swoim nowym życiem. Potrzebujemy domów tymczasowych, przede wszystkim dla szczeniaków, no i są 4 suczki w wieku 6-8 lat. Zapewniamy opiekę weterynaryjna, wyżywienie i wyprawkę. W przeciągu najbliższych dni powstanie zbiórka pieniędzy, abyśmy mogli wykastrować suczki oraz zaszczepić wszystkie psy. Będą potrzebne również finanse na zapewnienie im odpowiedniego żywienia i opieki. Można zamówić im puszkę karmy za 7 zł, wysyłka jest bezpłatna. Bardzo prosimy - mówi pan Mateusz. - Ogromne podziękowania kierujemy do Komendy Wojewódzkiej Policji za wsparcie i zaangażowanie podczas interwencji. To nie pierwszy raz, kiedy możemy liczyć na ich pomoc. Dziękujemy za profesjonalizm, empatię i gotowość do działania w obronie tych, którzy sami nie potrafią się obronić. Dziękujemy pani Grażynie za reakcję i odwagę. Gdyby każdy urzędnik miał w sobie tyle empatii, świat zwierząt wyglądałby zupełnie inaczej. To ona zorganizowała wszystko.

Reklama

Do tej pory nie otrzymaliśmy informacji od Powiatowego Lekarza Weterynarii, co ustalili inspektorzy. Nie wiemy na pewno, czy psy, których zrzekł się właściciel, nie miały szczepień, czy podlegały profilaktyce. Nie wiemy też, jak wygląda sytuacja psa, który pozostał na posesji. Dostał kilka worków karmy przywiezionej przez wolontariuszki. Wrócimy do tematu.

Chcesz pomóc tym psom? Tu można zamówić karmę https://ocalonelapki.pl/wiola-paziewska/

Chcesz dać dom - zadzwoń pod nr tel. 500 276 558

ak, fot. ak i PIOZ

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 17/11/2025 13:02
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama