Reklama

Odszedł ostatni z Młodych Orłów

17 stycznia, w wieku 93 lat, zmarł Czesław Miłkowski z Siemiatycz. O Panu Czesławie pisaliśmy, wspominając powojenną organizację antykomunistyczną Komitet Wolności Narodu Polskiego - Młode Orły. 14 września 2021 r. wziął udział w odsłonięciu przed budynkiem Zespołu Szkół w Siemiatyczach tablicy poświęconej członkom młodzieżowych organizacji antykomunistycznych - Polscy Bojownicy Socjalizmu i Komitet Wolności Narodu Polskiego – Młode Orły.

Mimo trudności dnia codziennego, mimo tego, że władza przez dziesięciolecia pamiętała o jego postawie z lat młodości, uśmiechał się. Pozwolę sobie zacytować córkę Państwa Miłkowskich, Krystynę Omelańczuk, kiedy zadzwoniła do mnie z wiadomością o śmierci Taty: - Panie Jacku, tata do ostatnich chwil się uśmiechał, żartował z pielęgniarkami.

20 stycznia Pan Czesław Miłkowski został pochowany na cmentarzu przy ul. Powstania Styczniowego w Siemiatyczach. Pożegnała go rodzina, sąsiedzi oraz żołnierze, którzy wystawili wartę i oddali salwę honorową.

Reklama

A kim był dla bliskich? Oto słowa, które nad grobem padły z ust członka rodziny:

"Dziś żegnamy człowieka wyjątkowego, kochającego męża, tatę, czułego dziadka i dumnego pradziadka, a zarazem oddanego patriotę.

Był kombatantem, członkiem Komitetu Wolności Narodu Polskiego - Młode Orły, członkiem Korpusu Weteranów Walk o Niepodległość Rzeczpospolitej Polskiej. W czasach próby stanął po stronie wartości, które dla wielu były zagrożone, a dla niego stanowiły sens życia: wolność, godność człowieka i niepodległość ojczyzny. Służył Polsce nie dla zaszczytów, lecz z poczucia obowiązku i głębokiego patriotyzmu. Jego postawa była świadectwem odwagi, wierności i odpowiedzialności wobec historii oraz przyszłych pokoleń. Nie szukał rozgłosu - służył cicho, z przekonania i obowiązku serca.

Reklama

Jego siła miała źródło w głębokiej wierze w Boga. Każdy dzień zaczynał modlitwą - z wdzięcznością za dar życia i za to, że mógł otworzyć oczy. Każdy dzień kończył modlitwą, oddając Bogu troski, radości i los swoich bliskich. Jego odwaga najpełniej objawiała się w codzienności: odpowiedzialności za rodzinę, trosce o bliskich, mądrości przekazywanej kolejnym pokoleniom.

Szczególne miejsce w jego życiu zajmowała kochająca żona, Regina, towarzyszka drogi, z która przeżyli razem 70 lat. Łączyła ich miłość oparta na szacunku, wierności i wzajemnym oddaniu. Razem budowali dom pełen ciepła, wartości i bezpieczeństwa, który stał się fundamentem dla dzieci, wnuków i prawnuków. Był opoką - silną i niezłomną. Uczył, że miłość do ojczyzny zaczyna się od miłości do domu, że prawdziwa siła tkwi w uczciwości, a największym zwycięstwem jest wychować ludzi dobrych. Z wielką troską dbał o jedność rodziny. Było dla niego ważne, aby w święta wszyscy spotykali się razem - przy jednym stole, w zgodzie i wzajemnym szacunku, bo wierzył, że rodzina jest darem i zadaniem, a wspólnota jest największą wartością. Pozostawił po sobie nie tylko wspomnienia, lecz także wartości, które będą w nas żyły dalej. Dziś żegnamy go z bólem, ale i z nadzieją. Wierzymy, że ten, któremu ufał każdego dnia, przyjął go do swojego domu. Pozostaje w sercu ukochanej żony, miłości rodziny i pamięci, która nie przemija.

Reklama

Spoczywaj w pokoju. Niech Bóg obdarzy Cię życiem wiecznym."

jsw, fot. jsw

 

W czerwcu ubiegłego roku publikowaliśmy rozmowę z Państwem Reginą i Czesławem Miłkowskimi z okazji 70 rocznicy ślubu. Dziś ją przypominamy.

70 lat bez kłótni

- Swoją żonę znam od 35 lat. Mam wrażenie, że znam ją całe życie. A jak to jest spędzić ze sobą aż 70 lat? Szybko minęły? - pytam Państwa Miłkowskich

- Jak sen - mówi Pan Czesław.

- Jak się Państwo poznali? Początki znajomości.

- Na zabawie nad Bugiem - mówi Pani Regina. - Byłam z koleżankami, a on był wtedy w wojsku, na urlopie. To był rok 1953. Miałam wtedy 17 lat, a jak wychodziłam za mąż to 18.

Reklama

- Gdzie była ta zabawa?

- W Turnie, nad wodą. Grała harmonia. Byłem wtedy w karnej jednostce, do kopalni mnie wzięli. Pojechałem nad Bug z kolegą, bo powiedział, że jest zabawa i będą dziewczyny. Nie znałem tam żadnej dziewczyny. Z miasta to znałem wszystkie. Stały tam te dziewczyny. Kolega mówi "Dziewczyny, to jest mój kolega, zapoznajcie się". Z każdą się przywitałem i przedstawiłem "Czesiek jestem", pocałowałem wszystkie w rączkę. No i tańce!

- Tu zdjęcie po ślubie już. On wysoki, a ja taka mała, szczupła dziewczyneczka - dodaje Pani Regina.

Reklama

- Od razu wiadomo było, że będziecie razem?

- Nie, ale w czasie tańca zdobyłem adres do niej.

- Pochodzę z Anusina - mówi pani Regina.

- Wróciłem do jednostki. Mieliśmy we wrześniu iść do cywila, ale przeczytany został rozkaz, ze służba wojskowa przedłużona zostaje do 22 grudnia. Pisałem do niej. Młoda dziewucha, ale warkocz miała taki długi, że sięgał jej do pasa. Gruby taki, blondyna. Kiedy wróciłem z wojska, pomyślałem, że odwiedzę tę dziewczynkę. Dokładnie opisała mi, jak do niej trafić: jak wysiądę z autobusu, iść przez wieś, dojdę do skrzyżowania, skręcam w lewo, iść prosto, na końcu, po prawej stronie, ostatni dom. Ale w podwórzu, bo pierwszy dom jest stryjka. Zachodzę. Rodzice widzieli mnie wcześniej, jak byłem na tej zabawie. Pamiętam, wtenczas jej ojciec podszedł do niej i powiedział "Reniu, jedziemy już do domu". Odprowadziłem ją do woza i pojechali. Rodzice widzieli mnie wtedy w mundurze. A teraz byłem po cywilu. Więc zachodzę, widzę dom stryja, drugi dom w podwórzu. "Dzień dobry. Czy dobrze trafiłem do domu Reni?". Przedstawiłem się. Ojciec zdjął ze mnie jesionkę, powiesił na wieszak. A Reni nie było, była u koleżanki. Ale taki mały chłopiec poleciał do niej "Chodź, bo Czesiek przyjechał!". Przyszedłem wtedy na Boże Narodzenie. Do czerwca podobało mi się zachowanie jej rodziców, jak oni odnoszą się jedno do drugiego. Doszedłem do wniosku, że to będzie dla mnie miejsce. Powiedziałem "Reniu, ja nie przyjeżdżam do ciebie głowę zawracać, czy ciebie wykorzystać, tylko ja poważnie. Chcę ciebie wziąć za żonę. Zgadzasz się?" Zgodziła się. Wtenczas zajeżdżam i pytam rodziców, czy nie będą mieli nic przeciwko temu. Wyrazili zgodę.

Reklama

- Ślub.

- 7 czerwca 1955 roku wzięliśmy ślub. Do mnie przyjechał kuzyn bryczką, dwoje białych koni. Jedziemy do młodej. Wyjazd. Koledzy wozami, bo wtenczas nie było samochodów. Wzięliśmy ślub i od tamtej pory troszeczkę już minęło...

- Był Pan jednym z Młodych Orłów. Wyszedł Pan z aresztu w Wigilię 1952 roku. Pani narzeczony był aresztowany przez UB. Nie obawiała się Pani, że bierze za męża kogoś z taką przeszłością?

- Nie, nie bałam się. Nie żałuję.

- Nie za chuligaństwo mnie zatrzymali. Jak zrobili u mnie rewizję, to znaleźli maszynę do pisania, ulotki, odezwy. Na całe szczęście, 1 listopada aresztowali, a przesiedziałem do Wigilii, bo była amnestia.

Reklama

- I wzięli Pana do wojska jako żołnierza górnika.

- Tak. Pobyłem w domu do 1 stycznia 1953 roku, a 2 stycznia już mnie znowu wzięli. Zawieźli do Bielska i z miejsca na 2 lata do karnej jednostki.

- Gdzie Pan służył?

- Pierwsza to była kopalnia węgla kamiennego "Michał" w Siemianowicach Śląskich. Potem kopalnia "Śląsk" w Chropaczowie i kopalnia "Matylda" w Lipinach. W mojej książeczce wojskowej jest zapisane, gdzie służyłem.

- A o co się najczęściej Państwo kłócili?

- Kłócili? O co? - pyta Pan Czesław.

Reklama

- Naprawdę nigdy się Państwo nie kłóciliście? Nie było cichych dni?

- Nie. Zawsze żyliśmy w zgodzie - mówi Pani Regina. - Jedno drugiemu musi ustąpić. Mój mąż taki trochę nerwowy, a ja ustępuję.

- Tak było - mówi Pani Krystyna Omelańczyk, córka. - Mama ma taki charakter, że się nigdy nie sprzeciwiła.

- Przez całe życie ani nie kłóciłem się z sąsiadami, ani z żoną. Wychowany jestem bez ojca. Ojciec zmarł w 1938 roku, miałem wtedy 6 lat.

- Najpiękniejsze momenty w życiu.

- Jak żona dała pierwszego syna, Edwarda. Już miałem następcę! Później córka, Krystyna. I jeszcze jeden syn, Ryszard. No i kiedy dom budowałem.

Reklama

- Do 1975 roku mieszkaliśmy w drewnianym domku, takim malutkim - mówi córka. - Były tylko sypialnia, pokój i kuchnia. W pokoju mieszkała babcia, a my wszyscy w sypialni.

- Jeszcze wspominamy piękny moment w 1986 roku. Kto wtedy mógł zajść do banku i wziąć milion złotych? A ja zajmowałem się ogrodnictwem. Wyprodukowałem wagon marchwi, 20 ton, i wysłałem do Bułgarii. Dyrektorem spółdzielni ogrodniczej w Warszawie był kolega zięcia. Po miesiącu dostałem kwit z Warszawy, żeby odebrać pieniądze w banku Łosicach. Pojechałem z synem do Łosic. Tam patrzą na mnie jedna pani, druga. Poszła do dyrektora. Wypłacili.

Reklama

- Najtrudniejsze chwile w małżeństwie?

- Nie było. Zawsze była zgoda.

- A w ogóle, w życiu?

- Jak budowałem dom, wszystko było na przydział. Nie można było dostać niczego. Tylko jak Gierek nastał, było inaczej przez 2 - 3 lata. Pamiętam, zachodzę do GS-u wypisać pustaki na dom. Pytają, ile? Ja mówię, 2 komplety. A komplet to jest żubr (samochód) z przyczepą. Idę do domu po książeczkę (oszczędnościową). Słyszę huk, a tu już przyjeżdżają 2 samochody. Jedna brygada rozładowuje na ulicy, a druga na podwórzu.

- Kto Państwu stawiał dom?

- Sam. Jak zaczynałem, nigdy nie miałem kielni w ręku. Sąsiad pokazał mi, jak poziom nanosić, jak zwinklować, żeby to wszystko miało ręce i nogi. Postawiłem sobie pierwszy dom, w którym teraz jesteśmy. Drugi postawiłem dla syna najstarszego. I trzeci następnemu synowi.

- A dokumentacja?

- Zrobiłem uprawnienia, że ja plan podpisuję i wykonuję od razu.

- Największa wada i największa zaleta męża.

- Mój mąż nie ma wad mówi Pani Regina. Zawsze mi pomaga. I w na podwórku, i w kuchni. Nie narzekam. Nie pije.

- A żony?

- Powinna trochę się kłócić - żartuje Pan Czesław.

- Ja nie umiem się kłócić - odpowiada Pani Regina. - Zawsze ustępuję i mamy zgodę.

- To prawda. Zawsze w zgodzie żyli - mówi córka. - Jak nawet tato coś głośniej powiedział, to mama się nie odezwała.

- Troje dzieci. Wnuki?      

- Mamy dziewięcioro wnuków, po troje u każdego dziecka, i czworo prawnuków.

- Współczesne małżeństwa coraz częściej kończą się rozwodem. Jakaś rada dla młodych ludzi?

- Trzeba ze sobą rozmawiać. Ustępować.

- Co w małżeństwie jest najważniejsze?

- Zgoda! - zgodnie odpowiadają Czesław i Regina Miłkowscy.

jsw, fot. jsw i archiwum rodziny Miłkowskich

 

Młode Orły

Komitet Wolności Narodu Polskiego Młode Orły - tajna, antykomunistyczna organizacja, działająca na terenie Siemiatycz i Drohiczyna w latach 1948 - 1952. Członkowie Młodych Orłów zrywali plakaty o treściach komunistycznych, na skradzionej z gabinetu dyrektora maszynie do pisania przygotowywali ulotki i plakaty, nawoływali do walki o wolność. Milicja i UB trafiły na trop tych młodych ludzi, a UB umieściło w ich środowisku konfidentów. Zostali aresztowani. Wyszli na mocy amnestii. Władze długo jednak obserwowały ich życie i mściły się, m.in. zmuszając do niewolniczej pracy.

Żołnierze górnicy

Wojskowy Korpus Górniczy to formacja wojskowej służby zastępczej. Utworzony w 1949 r., zlikwidowany w 1959. Kierowano do niej mężczyzn (młodych poborowych), których uznawano za przeciwników politycznych, niebezpiecznych dla wprowadzanego siłą ustroju komunistycznego w Polsce, byłych członków organizacji niepodległościowych i antykomunistycznych, synów przedwojennej inteligencji i tzw. kułaków. Służba ta miała charakter pracy przymusowej. Przez bataliony górnicze przeszło ok. 120.000 osób, a wg innych szacunków nawet 200.000.

Oto tajny rozkaz nr 008 z dnia 1 lutego 1951 r. marszałka Konstantego Rokossowskiego:

"Podstawą do zakwalifikowania poborowego do służby zastępczej jest jego pochodzenie społeczne, oblicze polityczne i moralne oraz przeszłość polityczna. Do służby zastępczej przeznaczać:

a) poborowych pochodzących ze środowiska bogaczy wiejskich, wywłaszczonych obszarników, kupców, właścicieli przedsiębiorstw przemysłowych zatrudniających siły najemne, właścicieli większych nieruchomości miejskich oraz synów byłych funkcjonariuszy bezpośredniego aparatu ucisku reżimu przedwrześniowego

b) poborowych, którzy według opinii organów bezpieczeństwa publicznego są wrogo ustosunkowani do obecnej rzeczywistości

c) poborowych, których rodzice, rodzeństwo lub żona byli karani przez organa Polski Ludowej za przestępstwa polityczne

d) poborowych, którzy utrzymują kontakt z członkami najbliższej rodziny, pozostającymi w krajach kapitalistycznych i zajmującymi wrogą postawę wobec Polski Ludowej". Była to forma zemsty i pognębienia wrogów ustroju komunistycznego.

Najjaskrawszą formą, uznaną za zbrodnie przeciwko ludzkości, była praca żołnierzy górników w kopalniach uranu. Pracowali bez żadnych zabezpieczeń. Praca ich była objęta szczególną tajemnicą. Żołnierzy górników pilnowali żołnierze i funkcjonariusze KBW, UB, NKWD i Informacji Wojskowej. Wartownicy mieli prawo użycia broni bez ostrzeżenia. Spośród ok. 3.000 żołnierzy górników uranu przeżyła tylko garstka.

jsw

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 23/01/2026 12:41
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama