Reklama

Nie dajmy sie oszukać

Nie ma tygodnia, by do policjantów nie zgłaszały się oszukane osoby. Kreatywność oszustów nie ma granic...

Do policjantów zgłosiła się 62-letnia mieszkanka powiatu hajnowskiego. Kobieta powiedziała, że zadzwonił do niej mężczyzna podający się za pracownika sieci komórkowej. Powiedział, że ktoś wykonał duplikat karty SIM przypisanej do jej numeru telefonu, a następnie włamał się na jej konto bankowe i wykonuje przelewy. Dodał, że w celu zablokowania przelewów powinna zainstalować na swoim telefonie specjalne aplikacje. Kobieta, chcąc chronić swoje oszczędności, wykonywała polecenia rzekomego konsultanta. Zainstalowała na telefonie oprogramowanie do zdalnej obsługi urządzenia i tym samym dała dostęp do swojego konta bankowego oszustom. Następnie, za pośrednictwem jednej z aplikacji 62-latka miała przesyłać mężczyźnie wiadomości sms z sześciocyfrowymi kodami, które przychodziły do niej z banku. Była przekonana, że są to kody do zablokowania przelewów wychodzących z jej konta. Jak się później okazało nie służyły one do zablokowania przelewów, a do ich autoryzacji. Kobieta po zakończonej rozmowie z oszustem udała się do banku. Tam dowiedziała się, że z jej konta dokonano 5 przelewów na łączną kwotę blisko 100 tys. zł. Wówczas uświadomiła sobie, że padła ofiarą oszustów.

W połowie lutego mieszkanka powiatu bielskiego zainteresowała się internetową ofertą platformy inwestycyjnej. Kiedy się na niej zalogowała, zadzwonił do niej mężczyzna, podający się za doradcę. Na rozpoczęcie inwestycji 55-latka wpłaciła 8 tys. zł. "Doradca" przez kolejne dni kontaktował się z kobietą, proponując jej różne formy inwestycji, nie tylko w Polsce, ale również w Ameryce i krajach europejskich. Kobieta postanowiła zainwestować w popularną sieć sklepów. Wzięła w banku 150 tys. zł kredytu i przelała pieniądze na podane konto. Cały czas była instruowana przez rzekomych doradców odnośnie dokonywanych operacji finansowych. Zauważyła duże zyski, a zarobione pieniądze miała zainwestować na giełdzie. W pewnym momencie okazało się, że z jej winy doszło do pomyłki, w związku z czym kobieta straciła pieniądze, a na jej koncie inwestycyjnym pojawiła się ujemna kwota. "Doradca" poinformował, że może być wyrzucona z giełdy i zapłaci wysokie kary. Aby tego uniknąć miała wpłacić kolejne pieniądze. 55-latka wzięła pieniądze z lokaty bankowej, a także pożyczyła od znajomych i członków rodziny. Część z tych pieniędzy wpłaciła za pomocą bitomatu w Białymstoku, resztę wpłaciła internetowo na podane konto. Kiedy znów zauważyła zyski na koncie giełdowym, inwestowała dalej. Niestety, powtórzyła się historia z pomyłką na giełdzie i kobieta znów pożyczyła pieniądze od członków rodziny i znajomych, aby anulować minus na swoim koncie. W kolejnych dniach została poinformowana, że jej ostatnia wpłata została wstrzymana z uwagi na niespłacone zabezpieczenie za popełnione błędy i musi wpłacić jeszcze 39 tys. dolarów. Kobieta nie miała już pieniędzy na uregulowanie zobowiązania. Oszuści nie odpuszczali i namawiali ją, aby pożyczyła pieniądze, inaczej nie odzyska dotychczas zainwestowanych. Przekonywali, że jeśli wpłaci te pieniądze to spłaci długi i jeszcze wystarczy jej na długie życie. W końcu bank zablokował jej konto z uwagi na podejrzane przelewy. Kobieta straciła łącznie blisko 400 tys. zł.

Reklama

Inny mieszkaniec powiatu bielskiego, 66-latek, zainteresował się internetową ofertą inwestycji w kryptowaluty. Kiedy wpisał swoje dane, skontaktował się z nim mężczyzna, podający się za brokera. Zaoferował swoją pomoc przy dokonywaniu poszczególnych operacji finansowych. Mężczyzna kilkakrotnie wpłacał pieniądze, w wysokości kilkunastu lub kilkudziesięciu tysięcy złotych, otrzymywał też informacje o swoich zyskach. Kiedy chciał wypłacić pieniądze usłyszał, że musi uregulować pewną należność, dodatkowo musi zapłacić podatek. Złapany w sieć kłamstw mężczyzna zgodził się na propozycję o założeniu aplikacji do zdalnej obsługi urządzenia i pomoc w dokonywaniu operacji finansowych. W celu uregulowania należności wziął pożyczkę w banku na ponad 70 tys. zł, również jego żona przelała na konto męża swoje pieniądze. W pewnym momencie 66-latek zauważył, że cała wpłacona przez niego kwota została rozdysponowana przez kogoś na różne konta. Rzekomy doradca tłumaczył, że w ten sposób opłacał w imieniu inwestora zaległe podatki. Wkrótce po tym na konto jego żony wpłynęła kwota 40 tys. zł. Rzekomy doradca polecił mieszkańcowi powiatu bielskiego przekazać te pieniądze kurierowi, który osobiście się po nie zgłosi. 66-latek tak też zrobił. Po pewnym czasie bank zablokował konta mężczyzny, z uwagi na podejrzane operacje finansowe. Łącznie stracił 137 tys. zł.

Do wysokomazowieckich policjantów zgłosiła się 28-letnia kobieta, która poinformowała o oszustwie, którego padła ofiarą. Z jej relacji wynikało, że na portalach społecznościowych wyświetlały jej się reklamy jednej z platform inwestycyjnych, zachęcające do szybkiego i wysokiego zysku przy inwestycjach walutowych. Po pewnym czasie zdecydowała się zainwestować swoje oszczędności. W tym celu założyła konto na wskazanej platformie, podając dane osobowe oraz numer telefonu. Po chwili, na jednym z komunikatorów, skontaktowali się z nią "konsultanci", którzy zalecili założenie konta na innych serwisach finansowych. 28-latka działając zgodnie z instrukcjami założyła konta w parabankach i platformie inwestycyjnej, dzięki którym mogła dokonywać przelewów oraz widzieć swoje "zyski". Kobieta była przekonana, że jej środki są bezpieczne, a inwestycja przynosi zyski. W momencie, gdy postanowiła wypłacić zgromadzone środki, kontakt z oszustami nagle się urwał, a jej konta zostały zablokowane. Wówczas zorientowała się, że padła ofiarą oszustwa. Łączna kwota strat wyniosła ponad 140 tys. zł.

Reklama

Aspirant Paulina Pawluczuk-Kośko, oficer prasowa Komendanta Powiatowego Policji w Hajnówce przypomina: - Kierujmy się rozsądkiem przy dokonywaniu wszelkich transakcji finansowych, zachowajmy szczególną ostrożność przy atrakcyjnych inwestycjach, bo tą metodą najczęściej działają oszuści. Jeśli "doradca" proponuje nam zainstalowanie oprogramowania do zdalnej obsługi, możemy być pewni, że to oszustwo. Pracownik banku nigdy nie prosi o zainstalowanie tego typu oprogramowania. Pamiętajmy - tylko posiadacz konta może się do niego logować i wykonywać transakcje. Nigdy nie udostępniajmy innym osobom danych do swojego konta bankowego, danych logowania oraz kodów jednorazowych.

Asp. Weronika Wujek z KPP Łosice zwraca też uwagę na inną metodę oszustw: - Każdego dnia tysiące osób otrzymuje wiadomości, które na pierwszy rzut oka wyglądają jak komunikaty od banku, firmy kurierskiej czy urzędu. Krótki SMS, pilna informacja i link do kliknięcia. To jednak nie przypadek, lecz zaplanowane działanie cyberprzestępców. Wystarczy chwila nieuwagi, aby stracić dostęp do konta bankowego lub przekazać swoje dane w niepowołane ręce. Dlatego tak ważne jest, by wiedzieć, jak rozpoznać zagrożenie i odpowiednio zareagować

Reklama

Zjawisko fałszywych wiadomości SMS, określane jako smishing, to obecnie jedna z najczęściej stosowanych metod oszustw. Przestępcy podszywają się pod znane instytucje i firmy, wykorzystując zaufanie społeczne oraz presję czasu. W wiadomościach informują o rzekomej blokadzie konta, konieczności dopłaty do przesyłki lub pilnej aktualizacji danych. Często kwoty są niewielkie, co dodatkowo usypia czujność odbiorcy i skłania do szybkiego działania.

Kluczowym elementem takiego oszustwa jest link do strony internetowej, który prowadzi do fałszywej witryny łudząco przypominającej oryginalną. Po jego kliknięciu użytkownik może zostać poproszony o podanie danych logowania, numeru karty płatniczej czy kodów autoryzacyjnych. W niektórych przypadkach dochodzi również do zainstalowania złośliwego oprogramowania na urządzeniu. Skutki takich działań mogą być poważne, od utraty środków finansowych po kradzież tożsamości.

Reklama

- Aby nie stać się ofiarą, należy zachować szczególną ostrożność. Przede wszystkim nie należy klikać w linki przesyłane w nieoczekiwanych wiadomościach SMS. Warto dokładnie sprawdzać adresy stron internetowych oraz zwracać uwagę na wszelkie nieprawidłowości, takie jak błędy językowe czy brak szczegółowych informacji. Należy pamiętać, że banki oraz instytucje publiczne nie proszą o podawanie poufnych danych za pośrednictwem wiadomości SMS.

W przypadku otrzymania podejrzanej wiadomości najlepiej zweryfikować jej treść poprzez bezpośredni kontakt z daną instytucją, korzystając z oficjalnych numerów telefonów lub stron internetowych. Nie należy działać pod wpływem emocji ani presji czasu, ponieważ to właśnie na tym opierają się działania oszustów.

Reklama

oprac. ak, fot. KPP Wysokie Mazowieckie

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama