20 marca, w piątek, z Sanktuarium Matki Ostrożańskiej do kościoła pw. św. Andrzeja Boboli w Siemiatyczach wyruszyła Nocna Droga Krzyżowa.
Wszystko zaczęło się o godzinie 21.00 wspólną mszą świętą w kościele pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Ostrożanach. Godzinę później grupy wyruszyły w drogę.
W drogę pełną ciszy i ciemności rozświetlonej jedynie przez latarki. Po drodze mijaliśmy 14 stacji oznaczonych czerwonymi zniczami i drewnianymi krzyżami. Ich liczba nie była przypadkowa. Przystanki nawiązywały do drogi krzyżowej, a każdy z nich odpowiadał kolejnemu etapowi męki Jezusa Chrystusa.
Na przedzie ponad trzydziestoosobowej grupy szły trzy osoby: jedna w centrum z krzyżem oraz dwie po bokach z czerwonymi świecami. Na każdej stacji skład ten się zmieniał, a osoba przejmująca krzyż go całowała. Idąc w milczeniu, można było usłyszeć jedynie ciche modlitwy różańcowe. Większość pielgrzymów trzymała w dłoniach różańce, a niektórzy również drewniane krzyże.
Gdy zbliżyliśmy się do Siemiatycz, tempo wyraźnie spadło. Zmęczenie i ból stały się namacalne, na stopach u wielu uczestników pojawiły się otarcia. Moją uwagę przykuła młoda dziewczyna idąca z przyjaciółką, która musiała zdjąć jeden z butów. Obuwie uwierało ją tak bardzo, że ostatnie kilometry wolała pokonać tylko w skarpecie. Mimo ogromnego wysiłku nikt się nie poddał.
Choć XIV stacja zdaje się być momentem ostatecznej porażki i smutku, w teologii chrześcijańskiej stanowi ona kluczowy pomost między cierpieniem a nadzieją. Z tą też myślą skończyliśmy naszą drogę przed kościołem pw. św. Andrzeja Boboli w Siemiatyczach.
Mateusz Grochowski, fot. MG
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze